Dwie doświadczone duńskie recenzentki poddały szczegółowej ocenie Svakom Klitty – fioletowy wibrator w kształcie języka, wyposażony w funkcję przyssawki i pełną kontrolę za pomocą aplikacji – zarówno podczas zabawy w pojedynkę, jak i z partnerem. Ich werdykt plasuje się gdzieś pomiędzy „przedmiotem na stałą kolekcję” a „rozczarowaniem pomimo wielkich oczekiwań”, co sprawia, że przed zakupem warto dokładnie zapoznać się z tą recenzją.
Istnieje pewien rodzaj zabawek erotycznych, które już na pierwszy rzut oka wyglądają, jakby zaprojektowała je osoba, która naprawdę bardzo chciała pokazać, że myśli nieszablonowo. Svakom Klitty to właśnie jedna z takich zabawek. Już sama nazwa stanowi figlarne nawiązanie do pewnej kultowej postaci z różową kokardką, co nadaje ton całości, zanim jeszcze zdążysz otworzyć opakowanie. Ma kształt języka. Jest bezkompromisowo fioletowy. W zestawie znajduje się mała osłonka ochronna, aplikacja towarzysząca, funkcja zdalnego sterowania oraz wystarczająca liczba trybów wibracji, aby zapewnić zajęcie oddanej użytkowniczce na wiele tygodni. Obiecuje ssanie łechtaczki, lizanie przypominające ruch języka oraz konfigurowalne wibracje – wszystko w jednym, ręcznym urządzeniu, a energia marketingowa skupiona wokół takich gadżetów zazwyczaj buduje niebotyczne oczekiwania, zanim jeszcze otworzy się pudełko.
Nasze dwie testerki, obie doświadczone użytkowniczki z Danii, które spędziły sporo czasu z zabawkami w stylu Womanizer i Satisfyer, podeszły do Klitty z nieco różnych perspektyw, ale doszły do zaskakująco podobnych wniosków. Obie były zachwycone designem i materiałem. Obie zwróciły uwagę na realne, uporczywe problemy z hałasem. I obie niezależnie doszły do wniosku, że to absolutnie nie jest zabawka dla początkujących. Poniżej znajduje się szczera relacja z tego, za co Klitty budzi entuzjazm, a za co wywołuje zdziwienie.

Rozpakowywanie to, szczerze mówiąc, mocny moment dla Klitty. Obie testerki ciepło zareagowały na wygląd od momentu, gdy wzięły ją do ręki. Fioletowy silikon jest pięknie wykończony, a kontur w kształcie języka wygląda raczej figlarnie niż sztucznie, co w tej kategorii jest naprawdę trudne do osiągnięcia. Pokrywka ochronna to miły gest, nawet jeśli jej rzeczywisty cel wydaje się nieco niejasny (higiena? podróż? niejasne). 43-letnia testerka z Danii delikatnie opisała pokrywkę jako prawdopodobnie „tylko sztuczkę”, co jest słuszne, ale jest to dodatek o niewielkim znaczeniu.
Sam materiał to największy atut tej zabawki. Z zewnątrz jest gładki i solidny, a część, która dotyka ciała – ta, która naprawdę ma znaczenie – jest wykonana z wyjątkowo miękkiego silikonu, który obie testerki wyróżniły pochwałami.
„Materiał to prawdziwa zaleta — gładki na zewnątrz i najdelikatniejszy silikon tam, gdzie to się liczy. Używany na łechtaczkę, orgazm buduje stopniowo i daje głęboką satysfakcję, stając się coraz bardziej intensywny. Szczególnie funkcja ssania była dla mnie nowością i dodała zupełnie nowy wymiar do tego, czego doświadczałam wcześniej. Naprawdę ekscytujący dodatek do każdej kolekcji”.
To właśnie ten rodzaj pierwszego wrażenia, który sprawia, że oczekujesz wielkich rzeczy. Czy zabawka spełnia tę obietnicę, to, jak zobaczymy, bardziej skomplikowana kwestia.
Jest jedna rzecz związana z konstrukcją, o której warto wspomnieć na początku: Klitty jest cięższy niż inne wibratory w tej klasie rozmiarowej. Nie jest to nic nie do zniesienia, ale wystarczająco dużo, by jedna z testerów zwróciła na to uwagę, mówiąc, że nie pasuje to do tego, do czego jest przyzwyczajona. W przypadku krótszych sesji nie ma to znaczenia. Jeśli chodzi o dłuższe lub bardziej akrobatyczne użycie, warto o tym wiedzieć.

Najważniejszą cechą tego urządzenia, poza ssaniem, jest stymulacja przypominająca lizanie lub dotyk języka. To właśnie w tym aspekcie Klitty najwyraźniej wyróżnia się na tle produktów opartych wyłącznie na ssaniu, które w dużej mierze zdefiniowały firmy Womanizer i Satisfyer. Obie testerki uznały to doznanie za wyjątkowe i zaskakująco namacalne. 35-letnia testerka z Danii opisała je jako uczucie „dokładnie takie, jakby ktoś mnie lizał”, a jej entuzjazm dla tej konkretnej cechy wyraźnie przejawiał się w jej recenzji.
Jest to jedna z tych funkcji, które trudno sobie wyobrazić, dopóki się ich nie doświadczy, i wydaje się, że została dobrze przyjęta. Jeśli kiedykolwiek marzyłaś, aby zabawka do stymulacji łechtaczki miała bardziej miękki, wilgotny i realistyczny kontakt, mechanizm językowy Klitty wydaje się spełniać te oczekiwania. To, czy uznasz to za funkcjonalnie erotyczne, czy po prostu interesujące, zależy od Twojego osobistego gustu, ale samo wykonanie wydaje się solidne.

A teraz bardziej skomplikowana historia. Funkcja ssania, która jest prawdopodobnie kolejnym głównym atutem tej zabawki, podzieliła nasze dwie testerki w sposób, który naprawdę warto wziąć pod uwagę przed zakupem.
Dla 43-letniej testerki z Danii ssanie było prawdziwym odkryciem. Opisała je jako coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyła w wibratorze, i stało się to istotnym powodem, dla którego chciała zatrzymać zabawkę w swojej stałej kolekcji. W połączeniu z wibracjami i funkcją języka te trzy doznania złożyły się na coś, co uznała za intensywne i skuteczne, z satysfakcjonującym, stopniowym narastaniem w kierunku orgazmu.
Dla 35-letniej testerki z Danii ssanie po prostu nie działało. Jest to testerka, która od początku była entuzjastką zabawek z funkcją ssania i uwielbiała urządzenia w stylu Womanizer i Satisfyer. Wypróbowała ssanie Klitty z partnerem, a potem sama, i nie potrafiła określić, dlaczego nie przypadło jej do gustu.
„Testowałam to zarówno sama, jak i z partnerem, a wrażenie przypominające język jest czymś wyjątkowym – naprawdę czuję się, jakbym była liżona. Samo włączenie trybów wibracji przyniosło mi realne rezultaty, a konstrukcja jest uderzająco piękna. Dla każdego, kto ma doświadczenie w korzystaniu z wibratorów typu ssącego, jest to prawdziwa przyjemność”.
Warto zauważyć, że nie jest to przypadek braku doświadczenia lub nieznajomości tego typu zabawek. To fanka zabawek z funkcją ssania, która nie mogła znaleźć tego, czego szukała w tym konkretnym modelu. Warto to potraktować poważnie. Anatomia jest różna, a każdy, kto kupował zabawki do stymulacji łechtaczki, wie, że to, co świetnie działa u jednej osoby, może okazać się niewypałem dla innej, ale jeśli kupujesz Klitty specjalnie ze względu na ssanie, to jest to prawdziwy sygnał ostrzegawczy. Na szczęście same wibracje były na tyle silne, że ta sama testerka nadal osiągnęła to, czego chciała, co dobrze świadczy o dodatkowej funkcjonalności, nawet gdy główna funkcja zawodzi.
Klitty łączy się z aplikacją, która oferuje kilka trybów: standardowy wybór wzorów, tryb muzyczny, sterowanie dotykowe, w którym zabawka reaguje na miejsce dotknięcia ekranu, oraz tryb zdalnej zabawy, który pozwala partnerowi przejąć kontrolę podczas wideorozmowy.
Dobrą wiadomością jest to, że sparowanie jest naprawdę bezproblemowe. Zabawka łączy się niemal natychmiast, a funkcja zdalnej kontroli spotkała się ze szczególnie ciepłym przyjęciem. Możliwość przekazania kontroli komuś innemu podczas wideorozmowy to przemyślany dodatek dla partnerów na odległość lub każdego, kto lubi ten rodzaj zabawy, i jest to jedno z bardziej dopracowanych wdrożeń tej koncepcji.
Mniej dobrą wiadomością jest to, że niektóre inne tryby sprawiają wrażenie niedopracowanych. Sterowanie za pomocą ekranu dotykowego, w którym intensywność działania zabawki reaguje na pozycję palca na ekranie, zostało opisane jako zbyt nieregularne, by sprawiało przyjemność, ponieważ doznania ciągle się zmieniały w sposób, który wydawał się chaotyczny, a nie stopniowo narastający. Tryb muzyczny został w dużej mierze zignorowany. A sama liczba wzorów wibracji zaczęła sprawiać wrażenie mniej hojności, a bardziej hałasu. 43-letnia testerka z Danii znalazła w końcu dwa lub trzy ulubione tryby i pozostała przy nich, co jest całkowicie rozsądną strategią, ale rodzi pytanie, po co w ogóle istnieje tak wiele trybów.
Jest to znany problem w przypadku zabawek sterowanych za pomocą aplikacji: więcej nie zawsze oznacza lepiej, a kilka starannie dobranych, dobrze dostrojonych wzorów często przewyższa rozległą bibliotekę tych przeciętnych. Klitty nie jest tu najgorszym przypadkiem, ale przydałoby się trochę edycji.
Jeśli jest jedna kwestia, co do której obie testerki były całkowicie zgodne, to właśnie ta. Klitty jest głośny. Nie chodzi tylko o szum w tle, ale konkretnie o mechanizm ssania, który wydaje dźwięk, który jedna z testerów porównała do medycznego aparatu tlenowego. Uruchom ssanie i wibracje jednocześnie, a głośność jeszcze wzrośnie, a niektóre ustawienia nabierają mechanicznego charakteru, który wyrywa cię z chwili.
W przypadku prywatnego użytku domowego, za zamkniętymi drzwiami, może to być do zniesienia, w zależności od warunków mieszkaniowych. Podczas podróży, w mieszkaniach o cienkich ścianach, dla każdego, kto ma współlokatorów lub ciekawskich domowników, hałas jest poważnym problemem. Jedna z testerów stwierdziła wprost, że chętnie używałaby go w domu, ale zastanowiłaby się dwa razy, zanim spakowała go na podróż, wyłącznie ze względu na to, jak brzmi. Biorąc pod uwagę, że zabawka jest poza tym kompaktowa i przyjazna w podróży, jest to prawdziwa szkoda.
Pod względem praktycznym Klitty radzi sobie całkiem nieźle. Stacja ładująca jest prosta w obsłudze. Czyszczenie jest ogólnie łatwe dzięki gładkiej silikonowej powierzchni, choć jest jedna drobna kwestia, o której warto wspomnieć: otwór wlotowy powietrza dla mechanizmu ssącego jest miejscem trudniejszym do dokładnego wyczyszczenia, a jedna z testerów głośno zastanawiała się, jak wytrzyma to kosmetycznie z upływem czasu. Nie jest to czynnik decydujący, ale warto o tym wiedzieć i wyrobić sobie nawyk czyszczenia, który to uwzględnia.
Obie testerki doszły tu do tego samego wniosku bez podpowiedzi, co zawsze ma znaczenie: Klitty to nie zabawka dla początkujących. Połączenie wielu rodzajów stymulacji, system sterowania przez aplikację, nauka, które tryby faktycznie działają na Twoje ciało, oraz funkcja ssania, która może, ale nie musi do Ciebie pasować, sprawiają, że najlepiej sprawdzi się u kogoś, kto już wie, co lubi, i spędził wystarczająco dużo czasu z podobnymi zabawkami, by pewnie poruszać się po tym doświadczeniu.
Jeśli posiadasz Womanizera lub Satisfyera, jeśli korzystałaś już z zabawek sterowanych przez aplikację, jeśli nie masz oporów przed eksperymentowaniem z wzorami i intensywnością w poszukiwaniu idealnego punktu, Klitty oferuje coś naprawdę interesującego, zwłaszcza wrażenie przypominające dotyk języka, które jest jej najbardziej udaną innowacją. Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z zabawkami do stymulacji łechtaczki, prawdopodobnie więcej przyjemności za mniej pieniędzy i mniej kłopotów zapewni Ci prostsza, jednofunkcyjna zabawka z funkcją ssania lub dobrze oceniany wibrator typu bullet.
W przypadku zabawy z partnerem funkcja zdalnego sterowania jest prawdziwym atutem i może być czynnikiem decydującym dla par, które lubią tego rodzaju dynamikę. W przypadku używania solo Twoje wrażenia będą w dużym stopniu zależały od tego, jak zareagujesz na funkcję ssania, która, powtórzę, jest najbardziej zmiennym elementem całego zestawu.
Svakom Klitty to zabawka z prawdziwą ambicją i jasnym punktem widzenia. Jej nazwa to żart, silikon jest luksusowy, a design przykuwa wzrok. Uczucie przypominające język to znacząca innowacja w kategorii, która wydawała się nieco zastygła od czasu, gdy oryginalne zabawki z funkcją ssania zdefiniowały ten segment. Kiedy wszystko się zgra, stopniowe narastanie przyjemności w kierunku orgazmu jest naprawdę satysfakcjonujące, a funkcja zdalnego sterowania otwiera możliwości, których zabawki jednofunkcyjne nie są w stanie dorównać.
Jednak Klitty to również zabawka, która nie zawsze spełnia swoje obietnice. Funkcja ssania, jej główna cecha, działała pięknie u jednej z naszych testerów, a u drugiej w ogóle, mimo że obie są doświadczonymi użytkowniczkami. Poziom hałasu jest realnym i uporczywym problemem. Aplikacja, choć dobrze zaimplementowana w swojej podstawowej funkcji parowania, cierpi na nadmiar funkcji i tryb ekranu dotykowego, który wydaje się niedopracowany. Waga jest niewielkim, ale zauważalnym odstępstwem od normy w tej kategorii.
Szczere podsumowanie: dla odpowiedniego użytkownika jest tu wiele powodów do zachwytu, ale istnieje spora szansa, że tym użytkownikiem nie jesteś ty. Jeśli jesteś doświadczonym entuzjastą zabawek do stymulacji łechtaczki, szukasz czegoś naprawdę nowatorskiego i nie przeszkadza ci hałas, Klitty ma prawdziwy urok i może zasłużyć na miejsce w twojej kolekcji. Jeśli liczycie na niezawodne urządzenie z funkcją ssania lub chcecie po raz pierwszy wypróbować zabawki sterowane przez aplikację, to prawdopodobnie nie jest to produkt, od którego warto zacząć. Podejdźcie do niego ze świadomością tego, czym jest, a czym nie jest, a w pełni wykorzystacie jego możliwości.
Uwaga dotycząca dalszych planów: jest to nasza wstępna recenzja oparta na początkowych opiniach testerów i nie zakończyliśmy jeszcze pracy nad Klitty. Obecnie pracujemy nad bardziej szczegółowym artykułem, który będzie poświęcony długotrwałemu użytkowaniu, trwałości oraz temu, jak zabawka sprawdza się w przypadku szerszego grona użytkowników i w różnych sytuacjach. Pełna recenzja pojawi się za około miesiąc i będzie zawierała znacznie więcej szczegółów, które pomogą Ci zdecydować, czy Klitty zasługuje na miejsce w Twojej kolekcji.