Luxus firmy Kiiroo to bezdotykowy wibrator dla par, który nie wymaga wprowadzania do ciała i zapewnia synchronizację ruchów między magnetycznym pierścieniem na penisa a wibratorem łechtaczkowym. Czterech testerów – Duńczyków, Francuzów oraz par – poddało ten zestaw szczegółowym testom, a werdykt był rozczarowujący: prawdziwie innowacyjna koncepcja zniweczona przez nieodpowiednie rozmiary, kapryśne magnesy oraz „luksusową” cenę, której nie da się w pełni uzasadnić jakością wrażeń.
Istnieje szczególny rodzaj rozczarowania, który spotyka zabawki erotyczne, które pojawiają się z wielkim rozmachem jako innowacyjne produkty, a potem zmuszają cię do majstrowania przy magnesach, podczas gdy twój partner wpatruje się w sufit. Zestaw dla par Kiiroo Luxus ma na celu coś naprawdę interesującego, a mianowicie zsynchronizowanie pierścienia na penisa noszonego przez partnera z bezdotykowym wibratorem łechtaczkowym, tak aby im bardziej zbliżacie się do siebie podczas seksu, tym silniejsze stają się wibracje. Na papierze to romantyczny pomysł. Zabawka, która nagradza bliskość, która zamienia geometrię ciał w pętlę sprzężenia zwrotnego doznań. Nasi czterej testerzy, od 36-letniej pary małżeńskiej z Danii po parę po czterdziestce z Francji, podeszli do Luxus z otwartymi umysłami i różnym stopniem doświadczenia w zakresie technologii dla par. Zetknęli się z produktem, którego ambicje konsekwentnie wyprzedzały realizację, a najbardziej ekscytującą częścią doświadczenia było często samo rozpakowywanie.
Luxus robi kilka rzeczy dobrze, zanim jeszcze go włączysz. Opakowanie spotkało się z prawdziwym entuzjazmem u dwóch naszych testerów, którzy opisali prezentację jako schludną, przemyślaną i wolną od typowych plastikowych tack, które lądują na wysypisku. Nawet dołączony woreczek do przechowywania, drobny szczegół w ogólnym rozrachunku, spotkał się ze szczególną pochwałą. Jak ujęła to 38-letnia testerka z Danii: rozpakowywanie wydawało się przemyślanym wydarzeniem, a nie pośpiesznym zakupem.
„Opakowanie sprawiało wrażenie ekskluzywnego — schludnego, dobrze zaprezentowanego, bez zbędnych elementów z tworzyw sztucznych”.
Nie wszyscy podzielali tę opinię. 38-letni tester z Danii miał odwrotną reakcję, uznając produkt za rozczarowujący przy pierwszym kontakcie i porównując go do niedrogich zabawek z rynku, a nie do czegoś zasługującego na etykietę luksusową. Natomiast nasz 49-letni tester z Francji i jego partnerka otrzymali urządzenie zapakowane próżniowo w woreczek bez żadnych drukowanych instrukcji, co jest dziwnym zaniedbaniem w przypadku każdego produktu, a tym bardziej tak ambitnego technologicznie. Kontrast jest uderzający. Niektórzy testerzy otrzymali pełen luksusowy zestaw, wraz z woreczkiem i opakowaniem prezentacyjnym. Inni otrzymali coś bardziej przypominającego okrojoną próbkę. Już sama ta niespójność budzi wątpliwości co do kontroli jakości.
Jednak to właśnie w aplikację firma Kiiroo wyraźnie zainwestowała prawdziwe myślenie projektowe. Wielu testerów zwróciło uwagę na jej dopracowanie. Wygląda na tyle dyskretnie, że można ją umieścić na ekranie głównym telefonu bez wzbudzania podejrzeń, menu są intuicyjne, a tworzenie własnych wzorów wibracji jest naprawdę przyjemne. 38-letnia testerka z Danii poświęciła czas na samodzielne zapoznanie się z aplikacją i opisała ją jako przyjazną dla użytkownika i atrakcyjną wizualnie. W jej recenzji dało się wyczuć entuzjazm dla możliwości aplikacji, takich jak zabawa na odległość, wibracje reagujące na partnera czy dostosowywane rytmy. Frustracją, jak zobaczymy, było to, że obietnice aplikacji rzadko przekładały się na rzeczywistość w sypialni.
W tym miejscu Luxus potyka się, i to potyka się poważnie. Główną cechą jest system synchronizacji magnetycznej: magnes wbudowany w pierścień na penisa komunikuje się z wibratorem, a im są bliżej siebie, tym intensywniej reaguje wibrator. W teorii zamienia to seks z penetracją w rodzaj rozmowy haptycznej. W praktyce nasi testerzy spędzili więcej czasu na zmaganiach z urządzeniem niż na czerpaniu z niego przyjemności.
36-letni tester z Danii, który miał już doświadczenie w korzystaniu z We-Vibe i wyraźnie doceniał tę koncepcję, był prawdopodobnie najbardziej wyrozumiały w stosunku do mechanizmu synchronizacji. Mimo to zgłaszał, że magnes wewnątrz pierścienia często nie rejestrował się, a sam pierścień miał tendencję do obracania się w dół wzdłuż trzonu, zamiast pozostawać skierowanym w stronę łechtaczki, gdzie znajduje się wibrator. Każda zmiana pozycji, z misjonarskiej na na pieska, czy jakakolwiek inna, oznaczała wyjęcie urządzenia, zmianę położenia pierścienia i próbę rozpoczęcia od nowa. Niewiele rzeczy zabija erotyczną chwilę szybciej niż zdanie „chwileczkę, pozwól mi naprawić magnes”.
Para mężczyzny (49 lat) i kobiety (49 lat) z Francji miała podobnie frustrujące doświadczenia. Synchronizacja zadziałała tylko kilka razy podczas trzech oddzielnych sesji, a nawet gdy to się udało, doświadczenie nie różniło się znacząco od używania dwóch niepowiązanych wibratorów. Ustalili, że pozycja misjonarska jest jedyną niezawodną pozycją, nie dlatego, że ją preferowali, ale dlatego, że była to pozycja, w której wibrator miał najmniejsze szanse ześlizgnąć się i zniknąć. 38-letni tester z Danii poszedł jeszcze dalej, sugerując, że funkcja synchronizacji wydawała się bardziej chwytem marketingowym niż rzeczywistą funkcją – dwoma zwykłymi wibratorami połączonymi między sobą za pomocą Bluetooth.
Najbardziej bolesne było to, że 38-letnia testerka z Danii i jej partner w ogóle nie zdołali uruchomić urządzenia. Według jej relacji spędzili godziny na oglądaniu tutoriali, przeglądaniu aplikacji, próbach sparowania komponentów, by ostatecznie się poddać. Jak na produkt wyceniony jako luksusowe doświadczenie, to brutalna ocena.
Nawet pomijając problemy z synchronizacją, sam wibrator spotykał się z ciągłą krytyką. Wielu testerów opisało go jako zbyt mały, by wygodnie go trzymać, nawet z małym uchwytem. Partner 49-letniego testera z Francji porównał jego dźwięk i wrażenia do osy lub elektrycznej szczoteczki do zębów – ostry, wysoki i bardziej irytujący niż podniecający. Nasz 36-letni tester z Danii zauważył, że końcówka jest nieco spiczasta, o czym warto wiedzieć, jeśli masz wrażliwą skórę w tym miejscu.
Dołączona samoprzylepna podkładka, mająca na celu przymocowanie wibratora do ciała bez użycia rąk, okazała się niemal całkowitą porażką. Nie wyrywa włosów, co jest naprawdę miłym akcentem, ale nie przylega do skóry, jeśli są na niej włosy łonowe. Nasi testerzy w końcu trzymali wibrator w dłoni przez większość sesji, co, jak zauważył 36-letni tester z Danii, całkowicie mija się z celem urządzenia bez użycia rąk. Testerka Female, 38, DK zwróciła uwagę na całkowity brak opcji uprzęży. Produkt najwyraźniej obsługuje trzy metody mocowania: trzymanie w palcach, przyklejenie taśmą lub noszenie jak rodzaj paska miednicznego, ale element uprzęży nie był dołączony do jej zestawu, a instrukcja nie wyjaśniała, jak ma działać konfiguracja paska.
Była też sama logika wibracji oparta na bliskości, którą kilku testerów uznało za naprawdę mylącą, a nie atrakcyjną. Wibrator pulsuje, gdy partner się zbliża, i wyłącza się, gdy się oddala. Z perspektywy testerki ciągle pojawiało się pytanie: dlaczego miałabym chcieć, żeby stymulacja łechtaczki ustała w tych momentach seksu, kiedy mój partner się cofa? Ten przerywany rytm nie poprawiał wrażeń. Przerywał je.
Jeśli Luxus ma jakiś element, który można uznać za jego największy atut, to jest to przede wszystkim pierścień na penisa. Jego elastyczność spotkała się z ciepłymi recenzjami. Wielu testerów pozytywnie oceniło teksturę, dopasowanie i sposób, w jaki leżał podczas użytkowania. Nasz 49-letni tester z Francji wyraził się konkretnie:
„Tekstura zarówno wibratora, jak i pierścienia na penisa – oboje nam się bardzo podobała”.
Mimo to magnes na górze pierścienia został opisany jako wyraźnie ciężki, a tester, mężczyzna, 36 lat, DK, uznał sam pierścień za zbyt mały, by zapewnić komfort użytkowania. Zgłosił widoczne ślady na skórze po użyciu i nie mógł nosić go podczas dłuższych sesji. Istnieje również ciekawy efekt uboczny – magnes w męskim elemencie jest tak silny, że nieoczekiwanie przyczepia się do pobliskich przedmiotów, telefonów, tabletów, krawędzi stołu, wszystkiego, co zawiera żelazo w zasięgu. 38-letnia testerka z Danii wspomniała, że element jej partnera ciągle znikał w ten sposób, przyczepiając się magnetycznie do każdej metalowej powierzchni, o którą się otarł. To drobiazg, ale świadczy o tym, że produkt nie został do końca przemyślany pod kątem codziennego użytkowania.
Magnetyczny kabel do ładowania zebrał mieszane recenzje. Sam system jest elegancki, a sparowanie urządzenia z aplikacją działało bez zarzutu w przypadku 36-letniego testera z DK. Jednak 38-letnia testerka z DK zauważyła coś naprawdę niepokojącego: kabel do ładowania można podłączyć do urządzenia w dwóch orientacjach, a tylko jedna z nich faktycznie ładuje baterię. Druga wygląda identycznie, przylega magnetycznie równie mocno, ale nic nie robi. Bez wyraźnego wskaźnika wizualnego można zostawić zabawkę na kablu na noc i rano stwierdzić, że jest rozładowana. To nie tylko niedogodność. Jak zauważyła, może to potencjalnie zaszkodzić samej baterii.
Większym wyzwaniem związanym z konfiguracją była jednak kwestia koncepcyjna. Żaden z naszych testerów nie uznał urządzenia Luxus za intuicyjne przy pierwszym użyciu. 36-letni tester z Danii przyznał, że instrukcja obsługi w aplikacji była pomocna, ale stwierdził, że zanim produkt zaczął działać, musiał przeprowadzić sporo eksperymentów. Dla testerów, którzy otrzymali swoje egzemplarze bez drukowanej instrukcji, nauka obsługi była jeszcze trudniejsza. A w przypadku produktu, którego atrakcyjność polega rzekomo na spontanicznej, chwilowej zabawie par, ta krzywa uczenia się stanowi fundamentalny problem. Zanim zorientujesz się, w jakim trybie jesteś, czy magnes działa i czy wibrator pozostanie tam, gdzie go umieściłeś, nastrój często już dawno minął.
Pomimo ciągłych frustracji nasi testerzy nie stracili całkowicie nadziei co do tego, co reprezentuje Luxus. 36-letni tester z Danii był szczególnie wnikliwy w tej kwestii, postrzegając produkt jako znaczący krok pierwszej generacji, a nie gotowy artykuł. Koncepcja wibratora dla par, który nie jest przeznaczony do wprowadzania, naprawdę przemawia do osób, dla których zabawki do wprowadzania powodują dyskomfort, a wibracje oparte na ruchu w urządzeniu bez użycia rąk są czymś naprawdę nowym w tej kategorii.
„Wibrator dla par, który nie jest przeznaczony do wprowadzania, to coś, co naprawdę nam się podoba – oferuje coś naprawdę nowego”.
Jeśli jesteście parą, która uwielbia wspólnie odkrywać nowe technologie, ma cierpliwość do nauki obsługi i chętnie korzysta z funkcji zdalnego sterowania zamiast polegać na synchronizacji magnetycznej podczas seksu, to jest to coś dla was. Funkcja zdalnego sterowania wibratorem za pomocą telefonu działała dokładnie tak, jak powinna, według osób, które ją wypróbowały. Potencjał aplikacji do zabawy na odległość jest realny. Dla par w związkach na odległość lub par, które lubią kontrolować wzajemną przyjemność z drugiego końca pokoju, Luxus może naprawdę dostarczyć ekscytujących wrażeń.
Ale dla par oczekujących płynnego, bezdotykowego doświadczenia synchronizacji podczas seksu, które dorównuje luksusowej cenie? Realizacja jeszcze nie jest na tym etapie. Wielu testerów użyło naprawdę mocnych słów na temat stosunku jakości do ceny, a jeden z nich nazwał produkt niemal oszukańczym w obecnej cenie. Nie jest to język, który chcesz kojarzyć z luksusową ofertą dla par.
Recenzowanie Kiiroo Luxus jest frustrujące, ponieważ sama idea jest tak wyraźnie warta realizacji. Bezdotykowy, niewymagający wkładania, reagujący na ruch wibrator dla par z pięknie zaprojektowaną aplikacją to naprawdę ekscytująca propozycja, a kilka elementów – opakowanie, aplikacja, tekstura i elastyczność pierścienia na penisa oraz elegancki system ładowania magnetycznego – sugeruje, czym ten produkt mógłby być w przyszłej wersji.
Jednak dla wszystkich czterech testerów różnica między koncepcją a realizacją była na tyle duża, że zniweczyła większość pozytywnego nastawienia. Wibrator jest zbyt mały i zbyt głośny. Przylepna podkładka nie działa u osób z owłosieniem łonowym. Pierścień na penisa jest za mały. Synchronizacja magnetyczna w najlepszym razie jest niestabilna, w najgorszym – całkowicie nie działa, a założenie produktu jako urządzenia bez użycia rąk załamuje się w momencie, gdy trzeba zacząć trzymać go ręcznie. Logika wibracji oparta na zbliżeniu jest bardziej zagadkowa niż uwodzicielska. Konfiguracja jest zbyt skomplikowana, by można było z niego korzystać spontanicznie, a jednej z par testujących nigdy nie udało się go uruchomić pomimo szczerych starań.
Luxus potrzebuje przede wszystkim drugiej generacji. Różnych rozmiarów pierścieni. Lepszych rozwiązań mocujących, które będą pasować do rzeczywistych kształtów ciała. Bardziej niezawodnego systemu magnetycznego, najlepiej skierowanego w stronę łechtaczki, a nie trzonu penisa. Ciągłych wibracji zamiast brzęczenia wyzwalanego zbliżeniem. Wydrukowana instrukcja szybkiego startu, nawet niewielka, w każdym opakowaniu. Dopóki te udoskonalenia nie pojawią się, Luxus pozostaje fascynującym pierwszym szkicem pomysłu, który warto dopracować, ale w obecnej formie nie jest jeszcze wart swojej luksusowej ceny. Ambicja jest prawdziwa. Produkt, na razie, nie jest jeszcze gotowy, aby ją zrealizować.