Teksturowana silikonowa krzywizna, precyzyjny dotyk i ciało odkrywające nowe aspekty przyjemności. Oto relacja z wrażeń związanych z używaniem SVibe Curve.
Nie byłam przygotowana na to, jak bardzo SVibe Curve zmieni moje podejście do zabawek zapewniających podwójną stymulację. Jestem 51-letnią kobietą, która wypróbowała więcej niż swoją porcję wibratorów typu rabbit, wibratorów i wszystkich innych odmian pomiędzy nimi, i myślałam, że mam dość stabilne wyobrażenie o tym, co mi się podoba, a co po prostu nie działa w przypadku mojej anatomii. Wtedy pojawiła się ta zabawka, wyglądająca częściowo jak statek kosmiczny, a częściowo jak eksperyment architektoniczny, obiecująca rodzaj stymulacji, do której nigdy wcześniej nie udało mi się uzyskać wygodnego dostępu.
Ale jeśli jest coś stałego w mojej długiej historii z zabawkami erotycznymi, to fakt, że nowość może być albo objawieniem, albo przypomnieniem, że zespoły projektowe nie zawsze biorą pod uwagę prawdziwe ciała. SVibe Curve okazał się czymś pomiędzy tymi skrajnościami. Jest pomysłowy, a czasem genialny, z prawdziwym potencjałem dla osób takich jak ja, które potrzebują bardzo specyficznego rodzaju kontaktu. Czasami jest też frustrujący, czasami nieporęczny, a czasami tak bliski ideału, że jego niedoskonałości wydają się bardziej dramatyczne, niż są w rzeczywistości.
Oto moja długa, nieocenzurowana relacja z tego, jak wyglądało korzystanie z niego, zarówno w pojedynkę, jak i z partnerem, co mnie zaskoczyło, co mnie irytowało i kto moim zdaniem najbardziej skorzysta z tego niezwykłego podwójnego stymulatora.

Curve dotarł w pudełku, które było bardziej pouczające niż tajemnicze. Doceniam opakowania, które informują mnie o tym, czego mogę się spodziewać, a to zasadniczo zawierało opis zawartości na przedniej klapce. W pudełku znajdowało się kolejne pudełko, które okazało się być twardym etui na zabawkę. Na początku czułam się nieco zdezorientowana, ponieważ zazwyczaj nie jestem delikatna w kwestii przechowywania. Moja szuflada jest pełna silikonowych kształtów i kabli do ładowania i nigdy nie marzyłam o walizce do przechowywania wibratora. Jednak po chwili trzymania etui przyznałam, że ma ono pewien urok. Nawet jeśli nie zabrałabym go ze sobą w podróż, to przynajmniej sprawiało wrażenie, że Curve jest czymś, co warto przechowywać w specjalnym miejscu.
Kolejną miłą niespodzianką był materiał. Jestem wybredna, jeśli chodzi o silikon. Zbyt gładki wydaje się śliski lub sterylny. Zbyt matowy nieprzyjemnie się rozciąga. Curve osiągnął bardzo rzadką równowagę, delikatną teksturę, która faktycznie przylega do skóry, ale nie przykleja się do niej. Zauważyłam, że przesuwam po nim palcami częściej niż to konieczne, po prostu dotykając powierzchni.
Ciekawa jest konstrukcja zabawki. Zakrzywione ramię przypominające ślimaka, które sięga w kierunku łechtaczki, jest sztywne, ale sprężyste, co wzbudziło moją ciekawość, jak zachowa się, gdy zabawka znajdzie się we mnie. Uchwyt wydawał mi się jednak nieproporcjonalnie długi. Od razu wiedziałam, że będę musiała sięgnąć, aby dosięgnąć przycisków, które znajdują się w pobliżu okrągłej pętli przeznaczonej do zakotwiczenia palca. Ten ergonomiczny wybór został wyraźnie dokonany z myślą o innych proporcjach ramion.
Jednak kontynuowałam, dosłownie naciskając przyciski, aby sprawdzić, co ma do zaoferowania ta zabawka. Wibracje były silne i czyste, nie brzęczące, a nawet w stanie spoczynku Curve wyglądało jak coś, co zostało zaprojektowane z ambicją, a nie tylko jako nowość.
Podobnie jak większość osób testujących nowe zabawki, zaczęłam sama. Nie musieć wyjaśniać innej osobie, czego się uczę, dostosowuję, testuję lub porzucam po dziesięciu sekundach, ma w sobie coś uspokajającego. Byłam tylko ja, Curve i moje naturalne nawilżenie.
Pomimo tego, że na opakowaniu napisano, że należy używać dużej ilości lubrykantu, najpierw spróbowałam bez niego. Nie jestem osobą, która zazwyczaj potrzebuje dodatkowego nawilżenia, gdy jestem podniecona, i chciałam sprawdzić, czy silikon sam w sobie będzie wygodny. Ku mojemu zaskoczeniu, tak było. Jeszcze bardziej zaskakujące było to, że niemal natychmiast dotarł do właściwych miejsc.
Nie jest to coś, co uważam za oczywiste. Moja łechtaczka najwyraźniej znajduje się w nieco innym wymiarze niż zakładają projektanci większości podwójnych stymulatorów. Uszy królika często unoszą się kilka milimetrów nad celem, są umieszczone zbyt nisko lub naciskają z taką natarczywą energią, że przyjemność zamienia się w drętwienie. To, że SVibe Curve w ogóle trafił we właściwe miejsce, było dla mnie osiągnięciem. Jeszcze lepsze było to, że kontakt był delikatny, a nie przytłaczający.
Jednak obsługa urządzenia to już inna sprawa. Przyciski są podświetlane, co wydaje się pomocne, ale ikony na nich są prawie niewidoczne, gdy zabawka znajduje się w odpowiedniej pozycji. Odległość jest na tyle duża, że rozróżnienie lewej i prawej strony wymagało zapamiętania. Musiałam nauczyć się, który przycisk odpowiada za daną funkcję, po prostu dotykając go, jak w bardzo intymnej wersji nauki pisania na klawiaturze bez patrzenia na nią.

Wyłączenie go było jeszcze trudniejsze. Przycisk zasilania wymaga przytrzymania przez kilka sekund, ale podczas masturbacji te sekundy wydają się dziwnie długie. Było kilka momentów, kiedy zastanawiałam się, czy źle przeczytałam instrukcję, ponieważ siedziałam tam, naciskając coraz mocniej, zanim światło w końcu zgasło.
Jednak te niedogodności szybko zostały przyćmione przez fakt, że zabawka działała. To znaczy naprawdę działała. Osiągnęłam orgazm w ciągu około pięciu minut, i to przy najniższej intensywności. Nie był to orgazm wymuszony lub niecierpliwy, taki, który wynika z brutalnych wibracji. Czułam, że był zamierzony, jakby zabawka zdołała połączyć stymulację wewnętrzną i zewnętrzną w sposób, który miał sens dla mojego ciała.
Ramię łechtaczkowe wydawało się zbyt silne, gdy naciskało bezpośrednio na czubek mojej łechtaczki, ale nauczyłam się ustawiać je nieco z boku. Okazało się to idealnym rozwiązaniem. Stymulacja punktu G była raczej stała niż agresywna i rzadko musiałam używać wyższych prędkości.
Próbowałam eksperymentować z używaniem tylko jednego silnika naraz, ale szczerze mówiąc, używanie obu było za każdym razem przyjemniejsze. Różnica była minimalna i łatwiej było po prostu pozostawić wszystko włączone i dostosować kąt, zamiast majstrować przy elementach sterujących.

Wprowadzenie partnera do zabawy takim gadżetem to zawsze przygoda. Mój chłopak ma doświadczenie w używaniu gadżetów na mnie, ale Curve wymagał innego rodzaju skupienia. To sztywne ramię, które było dla mnie tak pomocne, stało się narzędziem przypadkowego zgniatania, gdy zbyt mocno naciskał na gadżet. Zakrzywiona część mocno naciskała na moją zewnętrzną anatomię, spłaszczając rzeczy, które nie powinny być spłaszczane.
Co gorsza, jeśli źle ustawił zabawkę, ramię łechtaczki całkowicie się unosiło i przestawało stykać się z nią. Osiągnięcie właściwej pozycji stało się delikatną operacją, czymś w rodzaju znalezienia punktu obrotu na dźwigni. Kiedy już to zrobił, doznania były przyjemne, a czasami nawet ekscytująco intensywne. Ale proces ten wymagał cierpliwości.
Była jeszcze jedna komplikacja. Szczelina między zakrzywionym ramieniem łechtaczkowym a częścią wkładaną tworzyła małą pułapkę na skórę, zwłaszcza gdy używał większej siły lub wykonywał większe ruchy. Nigdy nie bolało, ale powodowało to rozpraszający moment, w którym coś było szarpane, co przerywało płynność.
Pomimo krzywej uczenia się, wspólne używanie tej zabawki było naprawdę przyjemne. Sztywność ramienia pozwalała mu mocniej naciskać na mój punkt G, a zabawka stała się swego rodzaju narzędziem do drażnienia, flirtowania i odkrywania powolnego narastania podniecenia. Zachęcała do interakcji, komunikacji i improwizacji. Czasami wydawała się mniej wibratorem, a bardziej wspólnym projektem kreatywnej stymulacji.
Doprowadził mnie do orgazmu, choć nie tak szybko i łatwo, jak sama. Nie jest to dla mnie niczym niezwykłym, ale różnica była bardziej zauważalna ze względu na to, jak skutecznie Curve działał podczas zabawy w pojedynkę.

Żadna recenzja zabawki erotycznej nie jest kompletna bez omówienia kwestii logistycznych, a SVibe Curve ma dwie wady, które zasługują na szczerą uwagę: ładowanie i czyszczenie.
Ładowarka magnetyczna jest źle zaprojektowana. Punkty ładowania na zabawce są zbyt szerokie dla podstawy kabla, a magnesy nie są wystarczająco silne, aby zniwelować tę niezgodność. Ładowarka zsuwała się, gdy tylko zbliżałam się do niej zbytnio. Musiałam ustawić ją na idealnie stabilnej powierzchni i powoli się oddalać, jak ktoś wychodzący z pokoju, w którym kot śpi na chwiejnych meblach.
Ma to znaczenie, ponieważ kupując zabawkę z możliwością ładowania, oczekuję, że ładowanie będzie bezproblemowe. Automatyzacja jest częścią luksusu. Jeśli muszę pilnować kabla ładującego, magia zostaje przerwana.
Czyszczenie jest największą wadą tej zabawki. Szczelina między ramieniem a wkładaną częścią jest głęboka i wąska, a smar gromadzi się w niej jak w tajnej komorze. Kiedy używałem zabawki bez smaru, pozostawała ona dość czysta. Przy użyciu smaru gromadzenie się smaru było nieuniknione. Nie były to tylko ślady, ale widoczne nagromadzenie, które wymagało użycia patyczków kosmetycznych i starannego osuszenia ręcznikiem.
Pozostawienie tego obszaru brudnym nie wchodzi w grę. Bardzo prawdopodobne jest, że zatrzymałby on resztki, bakterie i ogólną nieprzyjemność. Curve jest wodoodporny, ale to nie rozwiązuje problemu. Bieżąca woda nie może przeniknąć przez taką wąską fałdę pod odpowiednim kątem.
Gdyby partner używał tej zabawki na mnie, sprawdziłabym ten obszar, zanim pozwoliłabym jej zbliżyć się do mojego ciała. Tak istotna jest ta kwestia.
Curve wyróżnia się w niektórych obszarach, a w innych komplikuje sprawę.
• Dociera do anatomii łechtaczki, której wiele zabawek nie jest w stanie osiągnąć
• Zapewnia delikatny kontakt boczny zamiast przytłaczającego bezpośredniego nacisku
• Zapewnia silne orgazmy przy minimalnym wysiłku
• Dostosowuje się do różnych kątów w zależności od wrażliwości
• Działa zarówno jako funkcjonalny wibrator, jak i zabawne narzędzie dla partnerów
• Przyciski nie są intuicyjne ani łatwe w obsłudze podczas podniecenia
• Uchwyt jest na tyle długi, że osoby o mniejszej posturze lub krótszych ramionach mogą mieć trudności
• Zbyt duży nacisk powoduje utratę kontaktu z łechtaczką
• Czyszczenie wymaga precyzji, narzędzi i czasu
• System ładowania jest zawodny

Zdecydowanie poleciłabym tę zabawkę każdemu, kto:
• Boryka się z problemem podwójnych stymulatorów, które nigdy nie docierają prawidłowo do łechtaczki
• Woli kontakt pod kątem, delikatny lub boczny zamiast intensywnego bezpośredniego nacisku
• Lubi celową, subtelną stymulację zamiast brutalnych wibracji
• Lubi zabawki, które można regulować i dostosowywać w zależności od sposobu trzymania
• Pragnie wszechstronnych doznań z partnerem, zwłaszcza w przypadku stymulacji przedwczesnej lub skupienia się na punkcie G
Jednak radziłbym zachować ostrożność wszystkim, którzy:
• Nie lubi skomplikowanych procedur czyszczenia
• Potrzebuje intuicyjnych, łatwo dostępnych elementów sterujących
• Preferuje miękkie, elastyczne ramiona łechtaczkowe zamiast sztywnych konstrukcji
• Oczekuje, że kable do ładowania będą działać bez żadnych problemów
SVibe Curve nie jest zabawką idealną, ale zapada w pamięć. Zapewnia orgazmy szybko, konsekwentnie i z pewną gracją, która mnie zaskoczyła. Oferuje doznania, które wydają się nowe, a nie powtórką z innych zabawek typu rabbit. Stanowi dla mnie wyzwanie i nagradza mnie, a czasami głęboko irytuje.
Jednak wracałam do niej nie z obowiązku, ale z ciekawości, a potem z prawdziwej sympatii. Pasuje do mojej anatomii lepiej niż większość zabawek, które wypróbowałam, i już samo to jest powodem do wdzięczności.
Jeśli SVibe naprawi ładowarkę i przemyśli głęboką szczelinę strukturalną, Curve może łatwo stać się nowoczesnym klasykiem. Do tego czasu jest to zabawka, która wymaga troski i cierpliwości, ale w zamian daje wiele.
Dla osób, których ciała nie pasują do standardowego kształtu króliczka, Curve może być czymś więcej niż tylko zabawką. Może być małą rewolucją.